Pisałam już, że jestem padnięta?? Nie, no to napisac musze koniecznie, że padam na ryj. Nie inaczej, po prostu padam na ryj.Albo budzę się przed budzikiem, albo budzik wyrywa mnie ze snu jak zza światów. Idę do pracy, wracam i mam milion rzeczy. A midzy tym milionem jeszcze muszę zająć się Szymem. A że ogólnie nie mam siły, więc na niego też. On się wkurza na mnie, ja na niego i potem mam wyrzuty.Do tego Mężu ciągle w trasie, więc ogólnie bardziej go nie ma niż jest.
W związku z tym powiedziałam, że chromolę i idę na zwolnienie. Dokładniej to szefowa będzie w piątek i wtedy jej powiem, że poniedziałek-wtorek mnie nie ma. Bo inaczej to nie dam rady i w końcu padnę na pysk...
ps. Mamy za sobą pierwsze Szymonkowe cisteczka świąteczne:))
Jesienna pogoda zdecydowanie ma na mnie zły wpływ. Jak to powiedział mój Mężu - sieję defektyzm. A może ja po prostu jestem na zakręcie?? I mam dość wszsytkiego? Ja nie mam ochoty walczyć z wszystkim i wsyztkimi. Sutuacja w pracy mnie dobija. Co z tego, że rewelacyjnie wypadałam na assessmencie, co z tego że od stycznia awans, skoro atmofera jaka panuje w biurze mnie wykańcza.
Do tego przeciągające się decyzję biurokratów doprowadzają mnie do szału. Zakładam firmę, nie zakładam. Nie mam pojęcia!! I tak jest od kilku miesięcy! Przecież kiedyś to wszystko musi się rypnąć...Nie można tak wiecznie.
Poza tym chcę czasu dla siebie! Chcę na chwilę wyłączyć odpowiedzialność związaną z posiadaniem dziecka i uciec gdzieś. Na kawę z kumpelą, na nocne rozmowy, do spa czy gdziekolwiek gdzie mogłabym pomyslec tylko i wyłącznie o sobie.
No i do tego wszystkiego doznałam nagłego olśnienia, że ja nie doceniam mojego Męża. Ciąglę wyciągam przeszłość, która przecież już za nami. Lata świetlne minęły od tamtego czasu a ja mam przy sobie innego człowieka. Człowieka, któy chce być zauważony przez swoją żonę. A ja się przyznaję bez bicia, że kiedyś bardziej się starałam. Wymyślałąm, kombinowałam inicjowałam. A teraz jestem ciągle zmęczona i nie mam siły...Szkoda słów. Uciekłabym z Mężem na weekend. Do jakiegoś hoteliku, gdziekolwiek byle razem i dla siebie.
to tyle...
Ps. Nowe słówko Szymonka to bałwan=bałuał:)
W mojej głowie wojna, mysli niespokojne... jak ktoś kiedyś śpiewał...
Kurcze muszę wszycstko tak poukładać, żeby wszscy byli szczęśliwi. No i ja żebym była.
Ogólnie nadchodzący rok, będzie stał pod znakiem ważnych decyzji. Zresztą wszsytko może się zacząć już w ciągu najbliższych tygodni.
A jak się zacznie to będę przeszczęśliwa. Wtedy wszsytko będzie jasne i chyba uśmiecha na stałe do fejsa mi się przyklei:)
I chyba nie chcę na razie myśleć, co będzie jak się nie zacznie. Bo jak zacznę myśleć to się zn~ów pogubię...
Poza tym jestem szczęśliwa, że mam takiego Męża. Jaśniej, że moim Mężem jest R. Jak słucham o tych wszystkich chistoriach w około to ciarki po plecach mi przechodzą. I doceniam to co mam. A mam szczęśliwą rodzinę. i chyba muszę to wykrzyczeć dużymi literami. MAM SZCZĘŚLIWĄ RODZINĘ!!!!
A w Szymonkowym słowniku nowe słowa: chodź, ciocia i news dzisiejszy "auto" :)
i bądź tu mądry człowieku. Awans dostałam. Niby się cieszę, a niby nie. Stanowisko i zapowiedź konktretnego szkolenia są ok. Kasa pozostaje do negocjacji, więc nadal nie wiem na czym stoję. No i moje plany dziecięce się trochę oddaliły. Bo to szkolenie bardzo mnie mami i wizja tego co może być, co mogę osiągnąć po nim. I wiem, że dziecko wcale by nie ułatwiło sytuacji. Ale z drugiej strony chcę zajść w ciążę najpóźniej za rok. I na prawdę nie wiem jak się w tym wszystkim odnaleźć. Każda informacja o nowej ciąży powodóje we mnie ból i ścisk w sercu. Bo ja tak strasznie marzę o drugim dziecku. I na prawdę nie mam pojęcia jak pogodzić te dwie, ważne dla mnie sprawy...
skomentuj (1)
Od rana mam już dość. Jestem już mega wkurzona i poirytowana.
Wyjechałam pięknie z domu, jak zawsze. Dojeżdząjąc do "mijanki" już mi coś nie pasowało. Za szybko zobaczyłam ten sznur samochodów. 3 kilometrowy korek!! cztery razy czekałam na zmianę świateł. Szymek już poirytowany bo ile można siedzieć w samochodzie zapiętym pasami i się nie przemieszczać. Mamine korale okazały się dzisiaj niezbędne. Uratowały nam życie!
Przejechałam ten korek, patrzę, a z drugiej strony tylko 5 samochodów. I tu już się zagotowałam. Co za debile pracują na tej budowie. Chyba oczwiste jest, że w godzinach rannych wszyscy jadą -do miasta a nie -na wieś. Więc może łaskawie sami posterowaliby ruchem, albo inaczej ustawili światła!!! To chyba nie wymaga za dużo wysiłku!!!!
A potem na trasie, wszystkim nagle przestało się śpieszyć. Więc 140 i szpula, żeby wyprzedzić ten cały ogonek, na spacer chyba jadący. W mieście, niezdecydowani kierowcy- do pracy to ja muszę skręcić w prawo, czy może w lewo?? Zapomniałem, bo tak dawno tędy nie jechałem!!! No żesz ludzie!!! A do tego jeszcze robót im się zachciało, więc mega objazdy i slalomem trzeba jechać. Do tego dzieciaki wylazły na ulice i na pasach też im się nie spieszy, można sobie iść wolniutko, jeden za drugim....
Normalnie do 10 ciu musze policzyć...
A tak poza tym to mam stresa, bo dziś ważą się moje losy.
Więc dla odstresowania idę dzisiaj z Szymkiem na zajęcia umuzykalniania poprzez zabawę prowadzone przez Ciotkę Klotkę:))
Rozłożyliśmy się.
Najpierw dopadło Szymka. Wysoka gorączka, gardło. Bidulek nie wiedział co się dzieje. Cały czas na rękach chciał siedzieć, albo musiałam być blisko. Nawet w nocy wylądował w naszym łóżku, bo nie było innej szansy na to żeby zasnął. Budilek:(( Nienawidzę, takiej niemocy. Gdy dziecko pokłada Ci się na ziemię, a Ty nie wiesz jak mu pomóc:(
Potem dopadło mnie. A Szymkiem trzeba się zająć. A Weki czekają i same się nie zrobią. A Goście się zapowiedzieli...
W takich sytuacjach mam ochotę zakpoać się w łóżku, olać wszsytko. I tęsknie za chwilami, gdy nie musiałam się niczym przejmować, nie musiałam być w gotowości. Mogłam po prostu zrobić sobie wolne...
Poza tym, w okół mnie co chwile nowa ciąża. A ja nienawidzę takich dylematów!!!
Nie mam ani czasu na pisanie notek, ani chęci... Jakoś cały zapał i uzależnienie z tym związane minęło.
A poza tym, to Szymo wyrósł na całkiem sporego urwisa:) Z każdym dniem przynosi mi jakąś nową radość:)
Więc jako Matka jestem szczęśliwa.
Zawodowo jednak jest lipa. Stoje właśnie przed decyzją, albo zmiana pracy i krok na przód. Albo drugie dziecko w obecnej. Bo jak ziemnię pracę teraz to przez nastepne 2-3 lata na dziecko nie ma szans. A ja chyba nie chcę tyle czekać. Wiem, nie chcę tyle czekać.
Ale zawodowo też chciaąłbym iść do przodu. A teraz stoje w miejscu, ten zastój bardzo mi się nie podoba.
Małżeńsko jest różnie. Ale całe szczęście więcej jest tych dobrych chwil:))) Więc nie jest źle:)
A to mój Szymko